Strona główna » Featured, Spoty

Kitesurfingowa wyprawa po Morzu Czerwonym, czyli KiteSafari w Egipcie

31 maja 2011 Brak komentarzy

W sezonie 2010 wygrałem w KIA Cup nagrodę, sponsorowany przez Red Sea Zone (KiteSafari) i Eccoholiday (bilet lotniczy) wyjazd na KiteSafari. Lądowanie tanimi egipskimi liniami 13tego w piątek o godzinie 13: 29 zapowiadała raczej katastrofę, a nie magiczną podróż. Wiatr, pełnia księżyca, najlepsze spoty, pływy morza, towarzystwo delfinów, to wszystko było dla nas. Wyjazdy to miejsca i ludzie, których się tam spotyka a ekipa na tym wyjeździe była wymarzona. Na wyjazd jechałem raczej w podłym nastroju, a w głowie miałem zderzenia myśli, które nie cierpią samotności oto 7 dni terapii.

Niewielka łódź zacumowana w porcie w Hurgadzie była gotowa do przyjęcia w piątkowy wieczór 12 uczestników wyjazdu (6x2osobowych kajut) oraz kucharza, kapitana i 3 członków załogi. Na łódź zabrano także duże ilości jedzenia, potworne ilości piwa (90% nie wypito) oraz soków i coli. We własnym zakresie każdy zaopatrzył się w buteleczki DutyFree na egipskie dolegliwości.

Z portu w Hurgadzie wyruszyliśmy w sobotę rano duże fale przedłużyły drogę (5godzin) do pierwszej wyspy z laguną. Nagrodą za wytrwałość była wielka, piękna laguna z płytką wodą idealnie równą taflą, którą zapewniał wiatr od lądu (asekuracja z pontonu) oraz wiatr 25-30 węzłów. Maksymalnie na wodzie mogło być 12 osób, ale spot pomieściłby i 50, ograniczenie wynikało z tego, że byliśmy jedynymi osobami na wyspie. A więc sami znajomi – cudownie.

Kolejne 6 dni to pływanie w identycznych, wymarzonych do trików warunkach na 5 różnych lagunach. Wiatr 2 razy po południu spadł na 12m2 a raz popołudniowa sesja nie odbyła się – chyba tylko po to by zebrać siły na imprezę urodzinową Maćka.

Kitesurfing to także noszenie sprzętu – na kite safari sprzęt na plażę zabierali motorówką beach boy’e (obsługa statku), na noc sprzęt zostawał na plaży (zwinięty), przed zmianą laguny sprzęt w cudowny sposób lądował na statku (motorówka + beach boy = cud). Start i lądowanie oraz asekurację na akwenie także ogarniają beach boy’e – ot po prostu przestajesz myśleć o tych wszystkich sprawach.

Pływanie było poprzedzone śniadaniem rozdzielone obiadem i kończone kolacją –przygotowane, podane, zjedzone, sprzątnięte, umyte. Szczęśliwie uczestnik ma tylko jeść a rotacji obowiązków nie ma.

Dzień kite’a zamyka zachód słońca, które czasami zachodzi nad morzem, a czasem nad górami na oddalonym lądzie.

Nocami każdy robi to, co lubi. Większość lubi pogadać, posłuchać dobrej muzyki i potańczyć na pokładzie statku. Chyba, że bez zmiany laguny spędziliśmy cały dzień na kite, wtedy zmęczeni woleliśmy poczytać, posłuchać opowieści z wyjazdów i planować kolejne miejsca. Kto odpada ten schodzi pod pokład do ciasnej, ale własnej kajuty, do której nie dotrze nawet najmocniejsza imprezka. Nawet krzyki na urodzinach  Maćka nie zakłócały ciszy.

Cały wyjazd dzielił się na 2 etapy przed i po tej imprezie. W skrócie:
•    Gorąca noc, gwiazdy i pełnia księżyca oraz muza z głośników na drewnianym pokładzie łodzi
•    Panie z rozwianymi włosami tańczyły na burcie trzymając się want
•    Tort urodzinowy najpierw podjedliśmy palcami potem rozmazaliśmy na twarzy najbliżej stojącej osoby a potem przeżyliśmy wojnę na jedzenie.
•    Po wszystkim rozpoczęło się godzinne skakanie z łodzi do wody i gonitwy po pokładzie.
•    Upalna noc pchnęła niektórych do powrotu do stroju Adama i Ewy.
•    Impreza, w której szczęśliwie nikt nie ucierpiał zakończyła się koło 3 rano.

Po tej imprezie byliśmy jeszcze weselsi i bardziej zżyci. Podobnie jak przed nią także i po niej nadeszły kolejne dni pływania i kolejne laguny.

Wyjazd zakończył się bezwietrznym dniem, który wykorzystaliśmy w całości na drogę powrotną, która szczęśliwie krzyżowała się z drogą 12 delfinów. Kapitan wyłączył silniki, zaczęliśmy dryfować i podziwiać je najpierw z łodzi a po 10 minutach wskoczyliśmy do wody z maskami i rurkami. 45minut podwodnych zdjęć, przysłuchiwania się niskim toną rozmów delfinów i podziwiania z zapartym tchem. Zdjęcia nie oddadzą emocji, ale pokażą wam jak blisko byliśmy z dzikimi delfinami.


Delfiny były tylko wisienką na trocie a cały wyjazd to cudowne miejsca i ludzie. Progres zapewniały nam rady K1 z teamu CrazyFly, o wszystkich i wszystko zadbała Ania z RSZ a właściciel statku Philip (Francuz, 53lata) opowiedział nam swoje barwne życie. Wszystko dobrze przemyślane logistycznie, zorganizowane po europejsku (mimo że w Egipcie) i oddane do wykonania w ręce osób, które znają się na swojej robocie.

Klimat budują ludzie może uda nam się zbudować go raz jeszcze po polskim sezonie – pełnia wypada 12 października.

Więcej zdjęć z KiteSafari na FB Red Sea Zone

Zobacz szczegóły planowanego wydarzenia KiteSafari październik 2011.

Skomentuj!

Bądź miły. Nie spamuj. Bądź na temat.

Tagi XHTML:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Chcesz aby obok Twojego komentarza wyświetlało się zdjęcie? Zarejestuj się tutaj!